| Osiedle Piastowskie - Aleja Kromera / Krzywoustego Wrocław Forum osiedla Piastowskiego wybudowanego przez GEO Mieszkanie i Dom
|
R
|
Lista Darwina czyli 60 nagrodzonych szczytów głupoty |
| Autor |
Wiadomość |
MC
Gość
Poziom: 4
|
Wysłany: 19-08-2007 Lista Darwina czyli 60 nagrodzonych szczytów głupoty
|

|
|
(Dla tych, którzy nie wiedzą, co to jest Nagroda Darwina - jest to coroczne uhonorowanie osoby, która zginęła w najbardziej idiotyczny sposób. Zdarzenia są autentyczne, wyszukuje je jakaś specjalna komisja i nagradza wygranych, a właściwie ich rodziny, jakąś kwotą.)
Lista nagrodzonych
We wrześniu w Detroit, 41-letni mężczyzna utknął i utonął, gdy przecisnął głowę przez 36-centymetrowy otwór kanału ściekowego, Żeby wyciągnąć kluczyki od samochodu.
W październiku, 49-letni makler z San Francisco, podczas swojego codziennego joggingu spadł z 60-metrowego nabrzeża.
Buxton, Północna Karolina: Mężczyzna zginął na plaży, gdy obsypała się 2.5-metrowej głębokości jama, którą wykopał. Wg zeznań świadków, 21-letni Daniel Jones wykopał dziurę dla zabawy lub w celu ochrony przed wiatrem i siedział w niej na leżaku. Jama się obsypała i nakryła go 1.5 metrowa warstwą piachu. Świadkowie próbowali go ratować, ale im się to nie udało. Ratownikom przy pomocy ciężkiego sprzętu udało się to po godzinie. Daniel Jones zmarł w szpitalu
W lutym, Santiago Alvardo, lat 24, zginął w Lompoc, Kalifornia, gdy spadł z dachu sklepu z rowerami, który zamierzał okraść. Śmierć nastąpiła z powodu długiej latarki, którą Santiago trzymał w ustach (żeby mieć wolne ręce) i która przebiła podstawę jego czaszki, kiedy uderzył twarzą w ziemię.
Na podstawie dokumentów policji w Dahlonega, Georgia, 20-letni kadet Nick Barrena zginął od uderzenia nożem przez kadeta Jeffreya Hoffmana, lat 23, który chciał sprawdzić, czy nóż może przebić kamizelkę kuloodporną.
Sylvester Briddell Jr., lat 26, zginął w lutym w Selbywille, DE, gdy wygrał zakład z przyjaciółmi, którzy twierdzili, że nie jest w stanie włożyć lufy rewolweru z 4 kulami do ust, zakręcić magazynkiem i pociągnąć za spust.
W lutym Daniel Kolta, lat 27 i Randy Taylor, lat 33, zakończyli zabawę w tchórza remisem, ginąc w zderzeniu czołowym w swoich pługach śniegowych.
We wrześniu, 7-letni chłopiec spadł z 30-metrowego urwiska niedaleko Ozark, Arkansas, kiedy stracił równowagę, bujając się na krzyżu, który uświęcał śmierć innej osoby w tym miejscu w 1990 roku.
W Guthrie, Oklahoma, w październiku, Jason Heck próbował zabić krocionoga ze swojej strzelby kaliber 22, ale kula zrykoszetowała od kamienia i zabiła Antonio Martineza, trafiając go w głowę.
W Elyria, Ohio, w październiku, Martyn Eskins, chcąc oczyścić piwnicę z pajęczyn za pomocą pochodni, poniósł śmierć w pożarze, który doszczętnie strawił 2-pietrowy dom.
We wrześniu Paul Stiller, lat 47, został hospitalizowany w New Jersey, gdzie trafił razem ze swoją żoną. Trafili tam, bo zostali ranni podczas wybuch ćwiartki laski dynamitu w ich samochodzie. Jadąc samochodem ok. 2 nad ranem, postanowili odpalić dynamit i wyrzucić przez okno, żeby zobaczyć, co się stanie. Nie zauważyli, że okno było zamknięte.
Tacoma, Washington. Kerry Bingham od dłuższego czasu pił z przyjaciółmi, gdy ktoś zaproponował, żeby pójść na most Tacoma Narrow Bridge i skoczyć na linie. O 4:30 rano 10 mężczyzn poszło na most. Na miejscu okazało się, że zapomnieli liny. Bingham zauważył zwój kabla w pobliżu. Jeden koniec kabla został przywiązany do jego stopy, drugi do barierki. Mężczyzna spadał 12 metrów, zanim kabel się naciągnął i urwał nogę na wysokości kolana. Bingham cudem przeżył upadek do lodowatej wody i został uratowany przez wędkarzy. Kawałka nogi nie odnaleziono.
Francuz, Jacques LeFevier postanowił popełnić samobójstwo. Stanął na urwisku i przywiązał kamień do szyi. Następnie wypił truciznę i podpalił swoje ubranie. Próbował nawet zastrzelić się podczas skoku, ale kula chybiła przecinając linę z kamieniem. Woda morska, do której wpadł niedoszły samobójca, ugasiła ogień, a zalewając usta, spowodowała wymioty, które usunęły truciznę z żołądka. Jacques został wyciągnięty z wody przez rybaków i odwieziony do szpitala, gdzie zmarł z powodu wychłodzenia organizmu.
Niezidentyfikowany mężczyzna, używając strzelby zamiast kija, wybijał przednią szybę w samochodzie swojej byłej kobiety, kiedy strzelba wypaliła i zrobiła mu dziurę w brzuchu.
J. Burns, lat 34, mechanik z Alamo, zginął, kiedy próbował naprawić swoją półciężarówkę. Burns poprosił przyjaciela, żeby poprowadził półciężarówkę, podczas, gdy Burns wisiał pod nią, aby ustalić źródło podejrzanych hałasów. Jego ubranie niestety o coś zahaczyło i przyjaciel znalazł go "owiniętego wokół wału napędowego".
M.A. Goldwin oczekiwał kilka lat w więzieniu na wykonanie wyroku śmierci na krześle elektrycznym, kiedy jego wyrok został zredukowany do dożywocia. Siedząc na metalowej toalecie, próbował naprawić mały telewizor, przegryzł drut i pokopało go prądem na śmierć.
22 letni mieszkaniec miasteczka Reston w Stanach Zjednoczonych został znaleziony martwy, po tym jak próbował wykonać skok bungee z 30 metrowego wiaduktu kolejowego, wykorzystując jako linę złączone linki holownicze. Policja Fiarfax County podała, że Eric A. Barcia, pracownik baru fast - food, połączył kilka linek holowniczych razem, owinął jeden koniec wokół jeden nogi, zaś drugi koniec przyczepił do barierek wiaduktu. Następnie skoczył i ... uderzył w chodnik! Warren Carmichael, rzecznik policji, stwierdził, że Barcia był sam, ponieważ niedaleko znaleziono jego samochód. "Długość przygotowanej przez niego liny była większa niż wysokość wiaduktu" powiedział Carmichael. Policja twierdzi, że przyczyną zgonu były ogólne obrażenia. Sekcja zwłok została zaplanowana na następny tydzień.
3 młodych ludzi postanowiło uczcić nadchodzące święto 4 Lipca (święto narodowe w USA) i zdecydowało się sprawdzić przygotowane przez nich fajerwerki. Ich problem polegał na tym, że jako miejsce testów wybrali zawierający kilkaset litrów paliwa podziemny zbiornik lokalnego zakładu rafinacyjnego. O dziwo niektóre z oparów paliwa się zapaliły i doszło do wybuchu widocznego z kilku mil. Ciała młodzieńców zostały wystrzelone w powietrze na wysokość kilkuset metrów. Znaleziono je około 200 metrów od miejsca, w którym ustawili fotele, z których mieli zamiar obserwować fajerwerki.
Nie proś Boga by ci się ukazał - może to zrobić!
Prawnik i dwóch jego kolegów wędkowało na jeziorze Caddo w Teksasie, gdy nagle nadciągnęła burza z piorunami. Większość łodzi natychmiast opuściło jezioro, ale prawnik z przyjaciółmi tego nie uczynił. Stojąc w rufie swojej aluminiowej łódki rozłożył ramiona (jak ukrzyżowany Chrystus) i wykrzyknął "No dalej Boże, wal śmiało!" Co też Bóg uczynił! Pozostali pasażerowie łódki odnieśli nieznaczne obrażenia - uderzenie pioruna nieznacznie poparzyło ich twarze.
Pewien dżentelmen z Korei, zginął podczas swojej zwyczajowej rozmowy przez telefon komórkowy w czasie spaceru. Podczas rozmowy ten pan niespodziewanie .. wszedł w drzewo i w jakiś sposób skręcił sobie kark.
W zachodnim Teksasie, pracownicy średniego rozmiaru magazynu wyczuli w pewnym momencie zapach gazu. Rozsądnie myśląc, kierownictwo ewakuowało wszystkich z budynku wyłączając wszystkie potencjalne źródła zapłonu, w tym energię elektryczną. Po ewakuacji wezwano dwóch techników z zakładu gazowego. Po wejściu przez nich do budynku, okazało się, że nie mogą się w nim odnaleźć ze względu na panujące w nim ciemności. Ku ich frustracji oświetlenie zupełnie nie działało. Świadek całego zajścia opisał później, że widział jak jeden z techników sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej przedmiot przypominający zapalniczkę. Następnie wykonał jakąś czynność z tym przedmiotem i cały skład eksplodował, wyrzucając fragmenty konstrukcji nawet na odległość 5 kilometrów. Po przeszukaniu szczątków budynku nie znaleziono ani śladu po technikach. Znaleziono za to nietkniętą przez eksplozję zapalniczkę. Technik, podejrzany o spowodowanie eksplozji, nigdy nie był oceniany przez swoich kolegów jako szczególnie bystry.
Mieszkaniec Vermont Ronald Demuth wpadł niedawno w niezłe tarapaty. Podczas oprowadzania po miejscowym Zoo grupy aktorów z Petersburga pan Demuth przeholował, chcąc pokazać im jeden z cudów Ameryki. Wybrał ciekawy sposób by zaprezentować siłę ..." Szalonego kleju" (Crazy glue) Chcąc pokazać jak silny jest klej Demuth nałożył trochę kleju na dłonie i wybrał ... śmieszny sposób - przytknął swoje dłonie do pośladków przechodzącego nosorożca. Nosorożec, żyjący w Zoo już od 13 lat, początkowo nie wykazał żadnego zaniepokojenia, gdyż poklepywanie go przez zwiedzających było normalną częścią wycieczki. Jednakże w pewnym momencie zorientował się w rodzaju więzi (niedobrowolnej), jaka łączy go z panem Demuth i wtedy ... spanikował i zaczął biegać jak szalony dookoła wybiegu, ciągnąc za sobą pasażera. "Sally (nosorożec) nie czuła się ostatnio zbyt dobrze. Miała straszne zaparcia. Dlatego daliśmy jej sporo środków przeczyszczających i rozluźniających, by ulżyć jej cierpieniom. Stało się to na chwilę przed głupim żartem pana Demuth" powiedział James Douglas opiekun zwierzęcia. Podczas szaleńczego biegu Sally zniszczone zostały dwa ogrodzenia, uszkodzona ściana wybiegu i uciekło wiele małych zwierząt. Dodatkowo trzy kozły piżmowe i jedna kaczka zostały zadeptane na śmierć. Co do pana Demuth, to trzeba było ekipy medyków i opiekunów zwierząt, by móc uwolnić pośladki nosorożca od jego dłoni. Najpierw należało schwytać zwierzę i uspokoić je. W tym momencie zaczęły działać środki przeczyszczające i pan Demuth skąpał się w kilkudziesięciu litrach rzadkiego guana nosorożca. "To była trudna sprawa. Musieliśmy jednocześnie uspokajać Sally i osłaniać twarze przed guanem. Pan Demuth był w nim po szyję. Kiedy udało się nam ją złapać trzech ludzi z szuflami musiało pracować, by zapewnić mu dostęp powietrza. Dopiero wtedy mogliśmy go odkleić." Powiedział Douglas. "Myślę, że teraz Demuth daruje sobie na jakiś czas zabawy z klejem". Rosjanie obserwowali całą scenę zdziwieni, choć w podziw wprawiła ich siła kleju. "Kupię trochę dzieciom, ale nie pozwolę im go zabierać do zoo" powiedział Vladimir Zolnikov, szef grupy
La Grange, Georgia. Prawnik Antonio Mendoza został wypisany ze szpitala po usunięciu telefonu komórkowego z odbytu. "Mój pies roznosi różne rzeczy po całym domu. Musiał widocznie zanieść telefon do kabiny prysznicowej. Poślizgnąłem się na kafelku, potknąłem się o psa i usiadłem na telefonie". Usunięcie było o tyle trudne (trwało ponad 3 godziny), ze wewnątrz ciała Mendozy telefon się otworzył. "Podczas zabiegu Mendoza trzymał się naprawdę bohatersko", powiedział dr Dennis Crobe. "Tony cały czas opowiadał dowcipy i wyglądało na to, że jest nawet zadowolony. Trzy razy podczas zabiegu dzwonił telefon i za każdym razem Tony żartował, aż się pokładaliśmy ze śmiechu".
Cztery osoby zostały ranne podczas ciągu dziwacznych wypadków. Sherry Moeller została ranna kamieniem w głowę. Tim Vegas miał uraz kręgosłupa i klatki piersiowej, ręki i twarzy. Bryan Corcoran miał rozległe rany cięte dziąseł. Natomiast Pamela Klesick straciła 2 palce prawej reki, które zostały odgryzione. Jak to się stało? Moeller odprowadzała męża, który szedł pierwszy raz do pracy i na pożegnanie, zamiast pocałunku, odsłoniła mu swoją pierś. "Nie wiem, dlaczego to zrobiłam", mówiła później. "Byłam bardzo blisko samochodu, więc myślałam, że nikt nie zauważy". Niestety, Vegas, kierowca taksówki, zauważył i stracił panowanie nad swoim samochodem, uderzając w róg budynku Kliniki Medycznej Johnsona. Klesick, technik dentystyczny, czyściła zęby Corcorana. Uderzenie taksówki w budynek spowodowało, że podskoczyła i rozcięła dziąsła Corcorana obrotowa tarcza czyszcząca. Corcoran w szoku zacisnął zęby i odgryzł palce Klesick. Rana Sherry Moeller powstała od kawałka muru, który urwał się od elewacji budynku kliniki.
Bremerton, Washington. Christoper Coulter podczas uniesień miłosnych z żona zaproponował, ze nasmaruje masłem czekoladowym swojego penisa i da Rudiemu, ich Irlandzkiemu Seterowi do oblizania. Niestety, Rudy stracił panowanie i odgryzł penisa. Żona Christopera, starając się odgonić psa, rzuciła w niego butelka z perfumami, które się wylały na psa i właściciela. Kiedy żona niosła nieprzytomnego Christopera do samochodu, przewróciła się dwa razy, skręcając nadgarstek i łamiąc rękę w łokciu. Penis Christopera został ulokowany w woreczku z lodem. "Christoper miał duże szczęście", powiedział lekarz po 8-godzinnej skomplikowanej operacji przyszywania. "Mocny alkohol, zawarty w perfumach, zdezynfekował ranę. Same ugryzienia, spowodowane przez psa, nie były rozległe. Mam nadzieję, że teraz pan Coulter będzie wiedział, gdzie wsadzać swoje kończyny". Waszyngtońskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami nie zamierza uśpić psa.
Facet z rajstopom na głowie próbował obrabować sklep w pasażu handlowym. Kiedy przybyła ochrona szybko wyciągnął torbę na zakupy i udawał, że robi zakupy zapominając, że wciąż ma na głowie rajstopę. Został pojmany a jego zdobycz została zwrócona do sklepu.
(Nagrodzona Darwinem w 1998 roku) 16 kwietnia 1997 roku, Tajlandia.
Japan Times: "Rząd musi ukrócić modę na "pompowanie"!" Artykuł pod takim tytułem pojawił się po tym, jak szczątki 13-letniego Charnchai Puanmuangpak zostały przewiezione do szpitala. Charnchai używał niewielkiej pompki (której koniec wsuwał sobie do odbytu i pompował powietrze), ale to go juz przestało bawić. Wraz z kolegami postanowił spróbować kompresora na stacji benzynowej. Pod osłona nocy, nie podejrzewając mocy kompresora, wsunął rurkę do odbytu i włączył urządzenie. Zginał (a właściwie zniknął) natychmiast, świadkowie są nadal w szoku. "Wciąż nie znaleźliśmy wszystkich jego części", powiedział wysoki urzędnik policji. "Gdy taka ilość powietrza zadziałała z gazami w jego organizmie, Charnchai po prostu eksplodował. To wyglądało jak bomba lub cos w tym rodzaju". Podobny przypadek miał miejsce w Polsce - mężczyzna jednak przeżył.
Iracki terrorysta Khay Rahnajet, nie nakleił wystarczającej ilości znaczków na liście - bombie i powróciła ona do niego oznaczona "zwrócić nadawcy". Otworzył list i wyleciał w powietrze. Podobna historia przydarzyła się kolumbijskiemu terroryście - Fernando Varro, który wysłał paczkę z bomba do ambasady USA. Na przesyłce zapomniał jednak nakleić znaczka, więc poczta zwróciła ja nadawcy. Varro otworzył pakunek i wyleciał w powietrze.
W 1999 r. jury internautów uhonorowało młodego wyznawcę Hare Kriszny, który szukał kontaktu z natura i ukrył się w oceanarium na Florydzie, by popływać w basenie z orkami, znanymi jako "walenie-zabójcy".
Nagrodę w tym samym roku otrzymali również Kambodżańczycy z prowincji Svay Rieng, którzy w barze poszukiwali dreszczyku emocji, skacząc na potężną minę przeciwczołgową. "Ich zony nie znalazły później w kraterze po eksplozji nawet kawałeczka mięsa", relacjonowali świadkowie.
Także w 2000 r. nie zabrakło przykładów zgubnej głupoty. Pierwszym milenijnym kandydatem do Nagrody Darwina został 26-letni absolwent renomowanego uniwersytetu w Stanford, pracujący w kalifornijskiej Dolinie Krzemowej, utalentowany komputerowiec o imieniu Tod. Na krótko przed północą 31 grudnia 1999 r. Tod wszedł na neon na dachu paryskiego hotelu "Las Vegas" i machał do zgromadzonego na ulicach tłumu. Kiedy wybiła północ Tod tak uradował się z nadejścia Nowego Roku, ze stracił równowagę, runął na przewody dostarczające prąd do świątecznego oświetlenia ulic i sam zaświecił jak fajerwerk. Ludzie wdrapywali się potem na latarnie, by lepiej widzieć zaplatane w drutach zwłoki. Wychodząc w sylwestrowy wieczór, Tod zapewnił swych przyjaciół: "Znacie mnie, zawsze jestem ostrożny". Wykształcenie, jak widać, nie chroni przed głupotą.
W Nowy Rok 38-letni Adrian, doktorant z Kanady, postanowił popisać się przed kolegami, płynąc pod lodem od jednej przerębli do drugiej w lodowatej wodzie jeziora Kingsmere. Przeręble dzieliły zaledwie 2 metry, woda była głęboka tylko do pasa, a jednak Adrian zanurzył się w jednym z otworów i juz się nie pokazał. Zapewne nie oglądał filmu "Titanic", wiedziałby, bowiem, ze hipotermia zabija. Finowie, specjaliści od takich zimowych wyczynów, mówili później, ze pływak pod lodowa tafla nie ma w nocy szans na odnalezienie przerębli. Druhowie Adriana rzucili się na ratunek, włączyli wszystkie światła samochodu, by wskazać mu drogę - na próżno. Zamarznięte ciało wydobyli dopiero nazajutrz strażacy.
Bardzo często to seks sprawia, że ludzie tracą resztki rozsądku. Być może 27-letni Germano i 20-letnia Francesca z włoskiego miasta Chieti nie mogli spełnić swej miłości w domu z uwagi na sprzeciw rodziców uważających, ze młodzi powinni poczekać do ślubu. Czy jednak musieli figlować w małym samochodzie, rozpędzonym do 130 km/h? Germano w ekstazie stracił kontrolę nad pojazdem. Auto wypadło z szosy. Policja wydobyła z poskręcanego wraku prawie nagie ciała pechowych kochanków.
34-letni Brytyjczyk o imieniu Martin uważał, ze nic tak nie intensyfikuje doznań erotycznych jak brak powietrza. Prosił, więc żonę, aby w decydującym momencie zatykała mu usta i nos. W końcu zapragnął seksu solo. Nałożył sobie na głowę plastikową torbę, z której usunął powietrze za pomocą próżniowego odkurzacza. Kiedy znaleziono Martina, był już martwy i wciąż ściskał w dłoni pracujący odkurzacz.
W 1999 r. poważnym kandydatem do Nagrody Darwina był 29-letni Bryan z hrabstwa Okeechobee na Florydzie. Bryan zmuszał biciem swą żonę Stephanie, by tańczyła nago w pantoflach na wysokich obcasach i miażdżyła nimi króliki i myszy. Później wpadł na inny pomysł, by pobudzić swe otępiałe zmysły. Wykopał w ziemi dół, położył się w nim, przykrył deska i nakazał żonie: "Teraz przejedziesz po mnie samochodem". Sterroryzowana kobieta spełniła polecenie. Lewe koło pojazdu zmiażdżyło perwersyjnego junaka. Stephenie skazana została na dwa lata z zawieszeniem za nieumyślne spowodowanie śmierci małżonka.
W 2000 r. pewien Amerykanin z Denver zakradł się na strusia farmę, zapragnął, bowiem zatańczyć z największym ptakiem świata. Przy powolnych pląsach struś zachowywał się cierpliwie, zdenerwował się dopiero, gdy intruz zaczął tańczyć rock and rolla. Ptak zaszarżował, a za nim inne strusie. Tancerz z połamanymi zebrami trafił do szpitala, ale cudem przeżył, w związku z tym nie zasłużył na Nagrodę Darwina, lecz tylko na Zaszczytna Wzmiankę.
Życie stracił natomiast 90-letni David z Arkansas, który zapragnął zdobyć darmowe strusie pióro. Jak było do przewidzenia, ciągnięty za ogon struś - samiec kopnął człowieka.
38. 29-letnia Andrea z Nevady postanowiła okiełznać arabskiego ogiera, którego wygrała na loterii. Okręciła się wiec w pasie lina, która obwiązała wokół głowy rumaka. Oczywiście, koń zaczął szaleć, zbił kobietę z nóg i pociągnął za sobą. Na pomoc pośpieszył ojciec Andrei, ale zamiast zastrzelić zwierze, zaczął gonić je z psami. Atakowany przez psy rumak ciągnął dziewczynę przez 10 minut. Zdaniem wielu internautów, ojciec - przez swa głupotę - zasłużył, by podzielić nagrodę z martwa córka.
W 1999 roku wśród nominowanych znalazł się Amerykanin hodujący 5-metrowego pytona birmańskiego. Wąż - dusiciel tych rozmiarów jest silniejszy od każdej ludzkiej istoty. Pewnego dnia pyton niespodziewanie chwycił zębami głaszczącą go dłoń i zaczął ją pożerać, jednocześnie oplótł swego pana śmiertelnym uściskiem. Zona zaatakowanego nie odważyła się ugodzić gada nożem, wezwała tylko policje. Funkcjonariusze przybyli za późno. "Mamy nadzieje ze ofiara zdążyła jeszcze swym wolnym ramieniem stłuc żonę na kwaśne jabłko", czytamy w komentarzu.
Także zbyt frywolne rozrywki mogą mieć opłakane skutki. Dwóch zamroczonych alkoholem 47-latków z Kentucky postanowiło zabawić się w Wilhelma Tell’a, który przeszył strzałą z kuszy jabłko na głowie swego syna. "Larry postawił sobie na głowie puszkę piwa i krzyknął do swego druha, Silas’a: "Strzelaj!". Silas wypalił z dubeltówki, ale nie był Wilhelmem Tellem i trafił Larry'ego w środek czoła. Szkoda, byli przecież najlepszymi przyjaciółmi", opowiadał później szeryf, Harold Harbin.
Pewien Brytyjczyk z Norwich uznał, ze musi skoczyć ze wszystkich mostów w mieście. Kilkakrotnie powstrzymywany przez policje konsekwentnie realizował swój plan. Ostatni skok oddal z wysokości około 20 m do wody na metr głębokiej.
Grupa Australijczyków wybrała się na polowanie na kaczki na jeziorze Cairn Curran Reservoir pod Castlemaine. Na czele łowców stal George z Melbourne, dysponujący lekka, tania aluminiowa łódka, zdolna zabrać najwyżej 3 osoby. Do korabia weszło jednak pięciu mężczyzn, którzy załadowali także sześć strzelb i trzy skrzynki z amunicja po 25 kg każda. Zabrakło natomiast miejsca na kamizelki ratunkowe. Myśliwi mieli natomiast na sobie wysokie buty nieprzemakalne, w których nawet mistrz olimpijski by utonął. George po raz pierwszy zabrał ze sobą na polowanie 7-letniego syna, by "pokazać chłopakowi męską przygodę". W odległości 300 m od brzegu przeciążona łódź wywróciła się. Łowiący w pobliżu wędkarze zdołali ocalić trzech myśliwych. George, jego przyjaciel oraz dziecko, które przecież w niczym nie zawiniło, zginęli.
52-letni niemiecki turysta postanowił zrobić sobie oryginalne zdjęcia w malowniczym mieście Rothenburg. Ustawił kamerę na trójnogu, rozebrał się do naga i usiadł na miejskim murze obronnym na sześć metrów wysokim. Policja, która odtworzyła film z kamery, zobaczyła później, jak nieszczęsny nagus traci równowagę i spada z muru jak kamień.
Kandydatów do Nagrody Darwina 2000 było wielu. Ostatecznie wyróżnienie to post mortem otrzymał Peter, 52-letni właściciel szkoły obsługi maszyn w Perth w Australii. Peter zamierzał nakręcić film wideo pt. "Jak prawidłowo prowadzić podnośnikowy wózek widłowy". W pewnym momencie niefortunny kierowca wypadł z kabiny i został zmiażdżony przez kola. Dochodzenie wykazało, ze Peter złamał wszystkie przepisy - jechał za szybko, po nierównym terenie i nie zapiął pasa bezpieczeństwa. Pechowy Australijczyk nakręcił najbardziej przekonywające (a zarazem ostatnie) wideo szkoleniowe w swoim życiu.
Równorzędna Nagroda Darwina przypadła Amerykaninowi z Denver o imieniu Andrew, który oskarżył swego dziesięcioletniego syna o potajemne spałaszowanie porcji lodów. Doszło do kłótni, podczas której rozsierdzony ojciec wcisnął chłopcu w dłoń 15-centymetrowy nóż kuchenny, krzycząc: "Zabij mnie, jeśli mnie tak nienawidzisz!". Chłopiec upuścił nóż, lecz tatuś podniósł ostre narzędzie i wręczył synowi jeszcze raz. Tym razem dziesięciolatek wykonał polecenie i to bardzo skrupulatnie. Konając w szpitalu, Andrew zdążył jeszcze powiedzieć: "Nie spodziewałem się, ze ten dzieciak to zrobi".
Drugie miejsce, czyli Wyróżnienie Darwina zdobył 19-letni Rasheed z Teksasu, który zagrał przed przyjaciółmi w rosyjska ruletkę za pomocą półautomatycznego pistoletu. Młody głupiec nie wiedział, ze półautomatyczna broń, w przeciwieństwie do rewolweru, zawsze znajdzie kule. Jego szanse na wygranie w rosyjską ruletkę wynosiły zero.
Wyróżniony został również Filipińczyk imieniem Augusto, który, grożąc granatem ręcznym, uprowadził samolot lecący z Davao do Manili. Zrabował współpasażerom równowartość 25 tys. dolarów, odbezpieczył granat, wrzucił zawleczkę do kabiny i wyskoczył na spadochronie domowej roboty. Spadochron nie zdołał zahamować lotu ku ziemi, zresztą Augusto wciąż ściskał odbezpieczony granat. Policja znalazła później na ziemi dwie dłonie. Tyle tylko pozostało z niefortunnego porywacza.
Niekiedy głupia śmierć spotyka pozbawionych krzty rozumu złoczyńców. Pewien kierowca ciężarówki z Ohio transportował mrożone brokuły, wśród których ukrył przemycaną kokainę. Kiedy chciał wydobyć narkotyki znajdujące się na samym dnie, utknął miedzy mrożonkami głową w dół. Policjanci zobaczyli później wśród paczek brokułów dwie zimne jak lód stopy.
Dwaj Australijczycy w wieku 28 i 21 lat poszli nocą z nożami, by dać nauczkę pewnemu osobnikowi mieszkającemu w przyczepie pod Brisbane. W zamieszaniu ofiara uciekła nawet niedraśnięta, podczas gdy napastnicy zadali sobie poważne rany. Młodszy nożownik zginął na miejscu, jego kompan trafił do szpitala. "Cos takiego! Mamy jednocześnie kandydatów do Nagrody Darwina i Zaszczytnej Wzmianki!", ucieszył się komentator.
Katsuo Katugoru - japoński wynalazca, który bojąc się skutków trzęsienia ziemi i zalania Tokio wodami oceanu, skonstruował "kalesony bezpieczeństwa". W razie kontaktu z woda, intymna część garderoby automatycznie wypełnia się sprężonym powietrzem i wynosi człowieka na powierzchnię. Ponieważ kataklizmu nie sposób przewidzieć, Katugoru nigdy nie zdejmował swoich kalesonów. Gdy wszedł w nich do zatłoczonego metra, mechanizm uruchomił się samoczynnie. Sprężone powietrze najpierw rozerwało mu spodnie, a potem poraniło kilku pasażerów, którzy z połamanymi żebrami trafili do szpitala.
Eduard Kremliczka - Czech, działacz Partii Emerytów. Był pewny wyborczego zwycięstwa i oświadczył publicznie, że jeśli jego partia nie przekroczy progu wyborczego, to zje żywego chrząszcza. Obietnicy dotrzymał.
Brazylijscy piloci na widok nadlatującego z przeciwka innego samolotu puścili stery, zdjęli spodnie i przyłożyli do przedniej szyby gołe pośladki. Ich maszyna straciła sterowność i runęła na ziemię.
Angielski nałogowiec - który szczycił się tym, że nigdy nie przestaje palić. Zaczynał po przebudzeniu i do zaśnięcia odpalał jednego papierosa od drugiego. Niezbyt higieniczny tryb życia sprawił, że doczekał się hemoroidów. Leczył je, siadając w misce pełnej spirytusu, nie wypuszczając oczywiście papierosa z ust. Opary alkoholu zapaliły się, nastąpił wybuch i nieszczęśnik rzucił palenie już na wieki.
Niemiecki nałogowiec - który w czasie wędrówki po odludziu odkrył, że zgubił zapalniczkę. Ponieważ bardzo chciało mu się palić, wdrapał się na słup wysokiego napięcia i przytknął usta do drutów. Zapalił się nie tylko papieros, ale i ofiara nałogu.
Angielski lekarz amator - odkrywca nowej metody leczenia biegunki. Jak każdy wynalazca, przetestował ja najpierw na sobie. Metoda polegała na wykonaniu lewatywy z... cementu. Dzięki skomplikowanej operacji "odkrywcę" uratowano.
Szwedzki dentysta - który pacjentowi mającemu trudności z opłaceniem jego usług, zerwał wszystkie koronki, wydłubał plomby i oświadczył, że nie odda ich do czasu uregulowania rachunków. Dentysta stracił prawo wykonywania zawodu.
Troy Hurtubise - kanadyjski wynalazca kostiumu dla myśliwych polujących na niedźwiedzie. Strój miał być całkowicie odporny na kły i pazury zwierzęcia. Hurtubise sprawdzał go oczywiście na sobie i wszedł do legowiska niedźwiedzia. Poważnie ranny znalazł się w szpitalu. Po wyleczeniu, ponowił próbę. Z identycznym skutkiem. 58. Michael Gentner - amerykański akwarysta, który tak zdenerwował się na jedna rybę, że postanowił ja ukarać i połknąć żywcem. Ryba utknęła mu w przełyku, udusili się oboje.
We Francji, Jacques LeFevrier postanowił popełnić samobójstwo. Stanął na urwisku i przywiązał kamień do szyi. Następnie wypił truciznę i podpalił swoje ubranie. Próbował nawet się zastrzelić podczas skoku, ale kula chybiła, przecinając linę z kamieniem. Woda morska, do której wpadł niedoszły samobójca, ugasiła ogień, a woda zalewająca usta spowodowała wymioty, które usunęły truciznę z żołądka. Jacques został wyciągnięty przez rybaków i odwieziony do szpitala, gdzie zmarł z powodu wychłodzenia organizmu.
| Cytat: | Brytyjczycy cieszą się poważaniem na całym świecie i uchodzą za całkiem rozgarnięty naród. Ale sporo mieszkańców Wysp zajęło wysokie miejsca w słynnym rankingu Nagród Darwina.
Trzeba przyznać, że swoimi pomysłami przebili Polaków
Druga strona medalu pokazuje dużo ciekawsze oblicze Brytyjczyków. Internauci jak co roku przygotowali listę osób, które przez własną głupotę zginęły lub co najmniej odniosły okaleczenia pozbawiające możliwości reprodukcji. Niechlubny ranking zwany jest Nagrodą Darwina, a wyczynów niektórych bohaterów nie powstydziłby się żaden mieszkaniec znad Wisły. Poniżej prezentujemy ranking najbardziej "zasłużonych" Anglików. Zapraszamy do głosowania, to Wy wybierzecie zwycięzcę!
Pewien Brytyjczyk z Norwich uznał, że musi skoczyć ze wszystkich mostów w mieście. Kilkakrotnie powstrzymywany przez policję konsekwentnie realizował swój plan. Ostatni skok oddał z wysokości około 20 m do wody głębokiej na metr.
34-letni Anglik o imieniu Martin uważał, że nic tak nie intensyfikuje doznań erotycznych jak brak powietrza. Prosił wiec żonę, aby w decydującym momencie zatykała mu usta i nos. W końcu zapragnął seksu solo. Nałożył sobie na głowę plastikową torbę, z której usunął powietrze za pomocą odkurzacza. Kiedy znaleziono Martina, był już martwy i wciąż ściskał w dłoni rurę ssącej maszyny.
Brytyjski lekarz amator chciał zostać odkrywcą nowej metody leczenia biegunki. Jak każdy wynalazca przetestował ją najpierw na sobie. Metoda polegała na wykonaniu lewatywy z cementu. Dzięki skomplikowanej operacji "odkrywcę" uratowano.
Prawnik Antonio M. z Liverpoolu został wypisany ze szpitala po usunięciu telefonu komórkowego z odbytu. - Mój pies roznosi różne rzeczy po całym domu. Musiał widocznie zanieść telefon do kabiny prysznicowej. Poślizgnąłem się na kafelkach, potknąłem o psa i usiadłem na telefonie - tłumaczył lekarzom. Usunięcie trwało 3 godziny i było o tyle trudne, że wewnątrz ciała telefon się otworzył. - Podczas zabiegu M. trzymał się naprawdę bohatersko - powiedział chirurg po operacji. - Telefon dzwonił trzy razy. Tony był nawet zadowolony.
Angielski nałogowiec Johny szczycił się tym, że nigdy nie przestaje palić. Zaczynał po przebudzeniu i do zaśnięcia odpalał jednego papierosa od drugiego. Niezbyt higieniczny tryb życia sprawił, że doczekał się on hemoroidów. Leczył je, siadając w misce pełnej spirytusu, nie wypuszczając oczywiście papierosa z ust. Opary alkoholu zapaliły się, nastąpił wybuch i nieszczęśnik rzucił palenie już na wieki.
W hrabstwie Jay zginął mężczyzna używając zapalniczki do sprawdzenia lufy swojego karabinu myśliwskiego. W końcu broń wypaliła mu prosto w twarz.
Śledczy stwierdzili, że myśliwy zmarł w wiejskim domu rodziców, gdy czyścił 54. kalibrowy muzzleloader, który nie strzelał zbyt dobrze. Zapłon prochu nastąpił, gdy mężczyzna użył zapalniczki, by zajrzeć w głąb do lufy.
Leśnik Richard Cowts zanim wdrapał się na jodłę, by usunąć suche gałęzie, rozpalił tuż pod drzewem niewielkie ognisko. Dla własnego bezpieczeństwa przywiązał się do pnia. Spadające suche gałązki trafiły do ognia i po krótkim czasie ogień ogarnął całe drzewo. Ratownicy znaleźli później zwęglone zwłoki tak solidnie przymocowane do drzewa, że leśnik nie miał żadnych szans na ucieczkę.
5 listopada 1605, Anglia. We wczesnych godzinach rannych znaleziono Guya Fawkes’a siedzącego na stosie beczek z prochem w piwnicach budynku parlamentu. Król Jakub I miał odwiedzić tego dnia parlament podczas jego popołudniowej sesji i nie był zachwycony tym przejawem braku szacunku dla swojej władzy. Rozpoczęło się polowanie na pozostałych spiskowców. Kilka dni później zostali oni osaczeni w domu w Buxton i rozpoczęła się strzelanina. Niestety tego dnia padał deszcz i proch otoczonych był zbyt mokry, aby się palić. Zdecydowali się więc rozsypać go na podłogę koło ognia, aby wysechł. Kto przeżył eksplozję, został złapany i powieszony za zdradę.
Prawo rodem z Monthy Pythona
Brytyjskie prawo jest tak zadziwiające, że nawet mistrzowie kabaretu nie wpadliby na równie ciekawe pomysły, co ludzie stanowiący prawo w Wielkiej Brytanii. Przeczytaj, za co możesz trafić za kraty!
Każdy obywatel usiłujący sprzedać np. odkurzacz w miejscu publicznym, naraża się na karę ograniczenia wolności na 3 miesiące i 180 funtów grzywny.
W Oxfordzie wszystkie kobiety powyżej 16. roku życia objęte są zakazem obnażania się przed obiektywem aparatu fotograficznego, jeśli fotografem jest mężczyzna.
Szkoci domagają się wolnego od pracy poniedziałku. British Medical Journal opublikował bowiem wyniki badań, z których wynika, że większość mężczyzn umiera w poniedziałek.
z onet.pl Oprac. Tomasz Ziemba |
A poniżej prawdziwe Listy Darwina;->
http://www.darwinproject.ac.uk/index.php[/b] |
|
|
|
 |
ian [Usunięty]
Poziom: 4
|
|
|
|
 |
olka1
.

Dołączył: 27 Lis 2007 Posty: 10
Poziom: 2
|
Wysłany: 07-02-2008
|

|
|
W lutym Daniel Kolta, lat 27 i Randy Taylor, lat 33, zakończyli zabawę w tchórza remisem, ginąc w zderzeniu czołowym w swoich pługach śniegowych.
to jest chyba najgłupsze |
|
|
|
 |
darwi
Całkiem nowy
Dołączył: 13 Cze 2009 Posty: 1
Poziom: 1
|
Wysłany: 13-06-2009
|

|
|
Polak potrafi
Polska 1995 roku - No i proszę. Polak doczekał się miejsca pośród zwycięzców nagród Darwina... Kto by pomyślał, prawda? Teraz należy zadać pytanie : czy powinniśmy być dumni czy też powinniśmy się wstydzić? Oceńcie sami.
Niektórzy mężczyźni muszą mieć niecodzienne wymiary, a czasami rozmiary, by udowodnić, że są prawdziwymi macho. Niedawno Francuz Pierre Pumpille przetoczył stojący samochód na długość 61 centymetrów uderzając weń głową. "Kobiety myślały, że jestem bóstwem" mówił leżąc w łóżku szpitalnym.
Bóstwo czy nie, w porównaniu do polskiego rolnika, Krzysztofa A., Pierre pozostaje daleko w tyle wyczynowców darwinowskich. Odcinając sobie głowę piłą mechaniczną w roku 1995, nasz rodak pretenduje do bycia największym europejskim macho.
Krzychu, lat 30, właśnie popijał sobie piwko z kumplami, kiedy w jednej chwili wszyscy wpadli na pomysł rozebrania się, wymyślając przy tym nową kategorię wyzwań pt. Tylko dla mężczyzn. Na początku wszyscy walili się wzajemnie po głowach zamarzniętymi rzepami. Poprzeczka poszła wyżej, kiedy jeden z nich uruchomił piłę mechaniczną i odciął sobie kilka palców u stóp. Nie chcąc zostawać w tyle, Krzychu wziął piłę w obroty i krzyknął "Obczaj to!", po czym pracująca piła powędrowała ku jego karkowi, odcinając głowę. "Zabawne - mówił jeden z towarzyszy kufla - za młodu wdziewał bieliznę siostry, ale zmarł jak mężczyzna".
O jedną linkę za mało jak na latawiec
19 marca 2006, Belize - Benjamin Franklin zasłynął z puszczania latawca w kierunku błyskawic. Wtedy to odkrył, że błyskawica równa się elektryczność. Oczywiście, podjął wszelkie środki ostrożności, aby uniknąć elektrycznych pieszczot. Kennon (lat 26) postanowił powtórzyć eksperyment Franklina z subtelną różnicą - nie podjął żadnych środków ostrożności.
Kennon puszczał swój latawiec na krótkiej lince przedłużanej cienkim miedzianym drutem. Miedź weszła w kontakt z drutem wysokiego napięcia, wysyłając śmiertelnego "bzyczka" w kierunku śmiałka.
Pech? Nie według jego ojca. Mówił, że jego syn był elektrykiem i "powinien to przewidzieć".
Autostradowy wisielec
31 maja 2005, Waszyngton - Siła i wytrzymałość są dwiema najważniejszymi cechami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie w celu ulepszenia i przetrwania gatunku ludzkiego. Z tego powodu prób sił między facetami nie brakuje. W tym wypadku dwóch pijących kolesi znalazło się na wiadukcie 40 stóp nad ruchliwą autostradą w Seattle o 2.45 nad ranem.
Okoliczności sprawiły że było to idealne miejsce na zademonstrowanie, kto miał więcej siły i lepszą wytrzymałość. Kto dłużej utrzyma się zwisając z wiaduktu - wygrywa! Niestety, zwycięzca nie miał wystarczającej siły żeby się wspiąć z powrotem mimo pomocy 31-letniego rywala. Niezidentyfikowany mistrz, spadając trzasnął w przód ciężarówki jadącej autostradą z prędkością 100 km/h i odbił się na chodnik, nieopodal którego potrącił go samochód, który się nie zatrzymał. Władze nie zidentyfikowały zwycięzcy.
Walia! Walia!
8 lutego, 2005, Caerphilly - Zanim powiecie, że jesteście najzagorzalszymi kibicami, których stać na naprawdę dużo, sprawdźcie, czy przebilibyście Geoffa...
"Jeśli wygra Walia, odetnę sobie jaja!", powiedział Geoff swoim przyjaciołom w lokalnym klubie, oglądając mecz pomiędzy Anglią a ich największymi przeciwnikami. Przyjaciele myśleli, że on żartuje, jednak po wyniku 11-9 dla przeciwnika, poszedł do domu i wykastrował się nożem. Poszedł z powrotem do baru i pokazał dowód koleżkom.
To było pierwsze zwycięstwo Walii nad Anglią od 12 lat. Geoff wylądował w szpitalu, gdzie pozostawał w "wyjątkowo ciężkim stanie". Ciekawe, co powiedział lekarzom diagnozującym jego przypadek...
Ratownictwo medyczne na wesoło!
16 kwietnia 1999, Waszyngton - Zawód sanitariusza należy do wielce szlachetnych. Niestety, idealni kandydaci do spełnienia się w tej pracy nie mieli nawet okazji jej zacząć.
Gwiazdom, planetom i wszystkim mocom czuwającym nad naszym globem ziemskim niechaj będą dzięki, że mieliśmy dwóch jakże wybitnych przyszłych sanitariuszy, którzy... zmarli. Carola i Marka, bo tak się nazywali, znaleziono nieżywych w przedmiejskim mieszkaniu 14-letniego syna Marka. Obaj mieli włożone maski przeciwgazowe, które znaleziono leżące obok pustego zbiornika na dwutlenek azotu.
Podtlenek azotu, znany również jako gaz rozweselający, ma swoje zastosowanie między innymi jako znieczulenie w zakładach dentystycznych. Jak to bywa z innymi czystymi gazami, musi być wymieszany z tlenem, by zapobiec uduszeniu w wyniku wdychania go. Wniosek zatem nasuwa się sam. Zmarli przed wskutek niewymieszania tegoż gazu z tlenem.
Co klasyfikuje tę historię do typowo darwinowskich, to fakt, że zmarli mieli wiedzę przekraczającą wymogi szkolenia na sanitariusza. Mark był jednym z takich sanitariuszy z 10-letnim bagażem doświadczenia. Z kolei Carol studiował medycynę z zakresu pierwszej pomocy, by uzupełnić brakujący skład straży pożarnej.
Żeby było jeszcze ciekawiej, kierownik waszyngtońskiej straży pożarnej mówił, że zmarli "Byli jednymi z najlepszych ludzi, jakich mieliśmy". Jak to już bywa z ludźmi tego pokroju, nieprędko znajdą się ich następcy. Szkoda.
Nowojorski student zginął w czasie jazdy na roller-coasterze. Wypadek zdarzył się w parku rozrywki Paramount Kings Dominion. Kierowniczka powiedziała, że młodzieńca nie było w wagoniku po zakończonej trasie kolejki. Według raportów techników, żaden z systemów zabezpieczających nie zawiódł, co najwyżej w grę mogło wchodzić brawurowe zachowanie studenta.
Dwuminutowa trasa składa się z pętli, spirali oraz pętli z torami po zewnętrznej stronie kolejki. Walcząc z buntującymi się żołądkami, pasażerowie wygodnie sobie siedzą w odpowiednio zabezpieczonych wagonikach, mając stopy leżące na podłodze wagoniku.
Dochodzenie ujawniło pewien bardzo ciekawy (może w mniej poważnym sensie) fakt. Ten fakt pokazał, że zmarły w zasadzie sam się przyczynił do swej śmierci. Jak wynikało z raportów policyjnych, student zdołał odbezpieczyć rampę uniemożliwiającą wychylanie się, mogąc swobodnie machać rękami w przestworzach. Nie zdołał jednak przewidzieć, że jadąc w pierwszej pętli, siła odśrodkowa mogła zawieść i wyrzucić jego ciało na pobliski chodniczek, gdzie pozostali uczestnicy znaleźli go martwego. Zmarł w wyniku licznych obrażeń głowy.
Kusząca liczba 42 zachęca do snucia refleksji nad szczególną symboliką albo niesłychanym nieprawdopodobieństwem wystąpienia. Czy jedno czy drugie, statystyki uzupełnił pewien starszy pan przejeżdżający się na Top Gunie.
Z głowy zwycięzcy Nagrody Darwina spadła czapka w czasie przejażdżki, lądując pod torami roller-coastera. W razie, gdyby ktoś nie uwierzył w niebezpieczeństwo szalejącej kolejki, na wszelki wypadek umieszczono znaki zabraniające wstępu w odległości 1,5 metra od siebie. Po opuszczeniu kolejki, pan kompletnie zignorował zdrowy rozsądek w postaci znaków. Po wspięciu się na wysokość 4 pięter, starszy pan nie zdążył się zorientować, kiedy jego plan odzyskania czapeczki spalił na panewce - pasażerka przejeżdżająca na tej samej kolejce skróciła mężczyznę o głowę, racząc go zdrowym kopniakiem.
Kobieta złamała nogę oraz zgubiła buta. Za doznane obrażenia pozwała do sądu kierownictwo parku rozrywki.
5 czerwca 2000, Australia - Dlaczego ja zawsze noszę klucze w kieszeni przed wejściem i po wyjściu z windy? Powód jest prosty...
23-letni mężczyzna zginął, próbując odzyskać klucze, które przypadkowo wpadły do szybu windy.
Wsiadając do niej wraz z dwoma kolegami z pracy, przypadkiem upuścił klucze. Poprosił ich by zatrzymali windę, a on w tym czasie wyjdzie górą i odzyska zgubę. Wydostał się drzwiczkami w suficie i zaczął schodzić po boku kabiny, gdy nagle sąsiednia winda zaczęła jechać.
Maszyna przycisnęła go tak mocno, że policja potrzebowała trzech godzin na wyciągnięcie zmiażdżonego ciała i dodatkowych dwóch minut na odzyskanie jego kluczy.
13 sierpnia 1999, Kalifornia - Piątek trzynastego całe szczęście za nami... ale są tacy (a raczej byli) ludzie, którzy potrafili pokazać, że ten dzień nie był ich szczęśliwym...
W piątek 13-go, Scott wraz z siostrą Kimberly przeszli bardzo wstrząsające doświadczenie w czasie podziwiania Perseidów - jednego z najbardziej regularnych roju meteorytów. Scott, początkujący astronom, ustawił swój teleskop na większy zoom. Jednak tutaj teleskop okazał się być przeszkodą w podziwianiu nieba, gdyż oko, nieograniczone ramami obiektywu, może zobaczyć więcej aniżeli narzędzie nocnego obserwatora. Do tego dodajmy warunki pogodowe - miejskie oświetlenie - i oglądanie nieba jest o wiele bardziej utrudnione.
Po uprzednim udowodnieniu bycia kiepskim astronomem, Scott postanowił pokazać jakim marnym był elektrykiem. Urażony szkodliwym wpływem światła elektrycznego, postanowił wspiąć się na latarnię i przeciąć drut. Tylko że wtedy raczej nie zdawał sobie sprawy z faktu, że ów drut przewodzi prąd o mocy 4,000 woltów. Nie trzeba było długo czekać - używając kombinerek przeciął kabel, ale kosztem swojego życia. Siostra, Kimberly, zauważyła jedynie oślepiający blask, nie zdając sobie początkowo sprawy z tego, co się stało. Około 1 w nocy znalazła ciało swojego brata w odległości 20 metrów od latarni. Niedługo potem ogłoszono go martwym w lokalnym szpitalu.
Najbliżsi, w tym przyjaciele, mówili, że Scott miał smykałkę do stworzenia najróżniejszych rzeczy - od budzika do całkiem niezłego komputera. Jednak tym razem "Coś musiało nie wypalić, co przyczyniło się do tego śmiertelnego błędu" mówił jeden z przyjaciół Scotta. Ojciec z goryczą dodał, że syn "Nie do końca zdawał sobie sprawy z mocy prądu".
Przedstawicielka rządu kalifornijskiego, udzielając wywiadu lokalnym gazetom, mówiła, że "To kolejny przykład, że z prądem nie ma żartów. Jeśli się nie wie, jak obchodzić się z prądem, najlepiej unikać jakichkolwiek kontaktów z nim". Nieco dalszy (i raczej bardziej obiektywny) kolega Scotta poradził, żeby "Nie mylić odwagi z głupotą".
Co racja, to racja. Niestety, Scott, mimo chęci zaimponowania swej siostrze (nie)wiedzą zarówno astronomiczną jak i elektryczną, nie będzie mógł więcej podziwiać spadających gwiazd ani innych pięknych konstelacji.
2 lutego 2008, Bułgaria - Właśnie! Co się stanie, kiedy, na przekór zasadzie "Pamiętaj chemiku młody! Wlewaj zawsze kwas do wody!", zrobimy na odwrót albo kwas zastąpimy zupełnie innymi rodzajami substancji chemicznych? Wielce obrazowa, pokazowa i jakże spektakularna lekcja chemii dla opornych...
Był słoneczny, lutowy dzień. Lidia, nauczycielka biologii, odwoziła właśnie swoich przyjaciół do domu. W pewnym momencie samochód zatrzymał się i trójka ludzi wybiegła z mobilu w kierunku najbliższej studzienki kanalizacyjnej. Przypadkowi gapie zauważyli tylko, jak dziwnie zachowujący się ludzie wylewali jakieś płyny z najróżniejszych buteleczek i słoiczków prosto do studzienki.
Powyższa sytuacja wskazuje na to, że w tak zwanym międzyczasie odbywały się eksperymenty chemiczne. A że Lidia miała trochę środków chemicznych przy sobie, pomysł eksperymentów nie czekał długo na spełnienie. Problem polegał na tym, że to, co Lidia miała przy sobie, było szkodliwymi substancjami chemicznymi. Zawartości dwóch buteleczek zidentyfikowano jako eter dietylowy i metanol. Opary eteru były używane do narkozy, co mogłoby tłumaczyć jedno - w czasie całego eksperymentu było im "wesoło" co spowodowało, że "fajnie by było wlać troszkę chemii do studzienki!"
Jak się okazuje dalej, to wcale nie był tak genialny pomysł. Mieszanka łatwopalnych chemikaliów w zamkniętej przestrzeni studzienki spowodowały tak silną eksplozję, że właz pozostawił Lidię (w skrócie) bez głowy, po czym postanowiła kopnąć w kalendarz. Reszta ekipy, o dziwo, pozostała przy życiu. Zabrano ich do szpitala z poparzeniami twarzy. Mogą nie odzyskać wzroku, ale będą mogli głośno i wyraźnie opowiedzieć dzieciom i wnuczkom, że wylewanie pierwszych lepszych substancji chemicznych do studzienki nie jest tak fajne, jak się na początku wydaje.
Kupię złom
"Grawitacja wciąż działa" - o słuszności tego stwierdzenia przekonało się kilku ludzi, którzy wpadli na genialny pomysł wzbogacenia się ze sprzedaży złomu. Jednak, żeby go sprzedać, trzeba go wcześniej skądś wziąć... tylko skąd? Nasi bohaterowie wiedzieli skąd.
28 lipca 2007, Republika Czeska - Paczka złodziei postanowiła sobie ukraść troszkę złomu z opuszczonej fabryki w Kładnie. Cel? Na ich nieszczęście, padło na metalowe dźwigary, które podtrzymywały dach. W czasie, gdy podpory dachu były rozmontowywane jedna po drugiej, dach się zawalił, miażdżąc ciała dwóch złodziei, poważnie raniąc trzech pozostałych.
21 czerwca 2007, Filipiny - Trzech przedsiębiorców chciało mieć zyski ze sprzedawania złomu. Weszli na teren stacjonującego tam poligonu amerykańskiego i wybrali swój pierwszy cel - niesprawny zbiornik wodny. Olśniona potencjałem cała trójka logicznie zabrała się do pracy. Ustawili cel pod wiatr i zaczęli rozkręcać metalowe nogi podtrzymujące zbiornik. Zgadnijcie, gdzie poleciały. Prosto na złodziejaszków. Ciał do tej pory nie zidentyfikowano.
31 lipca 1997 - Dwójka nastolatków rozmontowywała wieżę elektryczną z potężnym bólem, gdy ta się przewróciła. Chłopaki na pewno chcieli sprzedać aluminiowe części na skup złomu. Jednak musieli minąć kluczowe części 15-metrowej wieży słusznie nazwanymi "wspierającymi". Jednego z nich zmiażdżył upadek 5-tonowej konstrukcji, drugiego zaś zakopało pod pierwszym.
Złośliwość rzeczy martwych...
Patrz, co potrafię!
16 stycznia 2005, Floryda - Młodość, pasje, namiętności... Każdy z nas przeszedł te elementy w naszym życiu. Pewna kobieta, Molly, również. Z małą różnicą...
Dwie rezydencje w North Mayers. Dwudziestotrzyletnia Molly i jej mąż, Todd, wynajęli pokój w miejscowym motelu. Zaraz po wejściu, Molly poszła prosto na balkon wyglądający jak betonowe patio. Zazwyczaj ramy na krawędzi balkonu są po to, żeby służyć za zabezpieczenie. Molly pomyślała inaczej - przypomniały jej zamiłowania do gimnastyki z młodości.
Molly zawołała Todda "Zobacz! Zobacz, czego się kiedyś nauczyłam!". Nie wiedziała, że to były jej ostatnie słowa. Stanęła na rękach na ramie - tak jak kiedyś - po czym przekręciła się na drugą stronę i... trzasnęła w patio 15 stóp poniżej. Zmarła na miejscu.
Woźny! To jest napad!
15 stycznia 2008, Szwecja - Napad na bank? Ok, brzmi normalnie. Napad na szkołę? Hmm... brzmi co najmniej dziwnie.
Nagrodami Darwina uhonorowano wielu włamywaczy inteligentnych inaczej dzięki skrótom, których używali do jak najszybszej ucieczki. Jak wszyscy wiemy, takich skrótów jest co najmniej sto. Między innymi będzie to okno siódmego piętra albo parteru... Innym razem będzie to stroma, skalista skarpa, długa na 150 metrów.
Pewnego bardzo wczesnego ranka, dwóch mężczyzn włamało się do pewnego liceum we wschodniej części Sztokholmu. Po odbyciu bogatej w cenne informacje przechadzki po budynku, dwóch dżentelmenów zaskoczył woźny. W panice wybiegli z budynku pośród przedporannej ciemności. Obawiając się momentalnego wykrycia, wybrali pewien skrót bezpieczeństwa - 150 metrów w dół, na łeb, na szyję po skalistej i stromej skarpie. Wszystko wyglądało na bardzo dobry plan ucieczki, gdyby nie trzy elementy, których nie wzięli pod uwagę.
Pierwszy - było ciemno jak diabli; północne szerokości geograficzne powodują późniejsze wschody Słońca w Szwecji. Drugi - w nocy lało jak z cebra. Trzeci zaś to typ skał w Szwecji - granit. Ten typ skały jest powszechnie znanym materiałem na wykwintne podłogi i inne efektowne elementy poważniejszych firm. Gdyby jeszcze dodatkowo wypolerować granit, otrzymamy skałę śliską niczym lód. Wypadki spowodowane pośliźnięciem na śliskim granicie są znane mieszkańcom tutejszych okolic.
Ucieczka granitową skarpą na złamanie karku pośród ciemności i lejącego deszczu... Jeśli macie trudności z wyobrażeniem sobie efektów takowej ucieczki, pochylcie się nad płytą polerowanego granitu, polejcie go wcześniej wodą i postarajcie się przejść po niej, dźwigając jednocześnie całkiem pokaźny łup. Zobaczycie, dlaczego ten pomysł był naprawdę kiepski. Mimo wszystko, to teren kozic górskich, a nie ludzi mających nadzieję wybicie się z puli genowej poprzez zręczne skakanie po śliskim granicie. W skrócie, jeden z włamywaczy pośliznął się i poleciał "głową pośród wzgórz". Jego wyczyn nadał nowego znaczenia słowom "blady świt".
Cały życiowy majątek włamywacza rozbiegł się we wszystkie strony.
Wiara czyni cuda
Sierpień 2006, Librebille, Gabon - W czasie żenującego kazania, parafian bardzo zaskoczyły słowa ich 35-letniego pastora przekonywująco twierdzącego, że każdy może chodzić po wodzie. Warunkiem jest wystarczająca wiara. Słowa przepełnione patosem i uniesieniem zdawały się być warte swoich wartości. Tak bardzo wychwalał niebiańską moc, jaką może posiąść człowiek, że przekonał sam siebie.
Kwestia prawdziwej wiary pozostaje nierozwiązana, jako że przemowa pastora ustąpiła miejsce wstydowi. Chcąc się go pozbyć, postanowił wypróbować swoją wiarę. Tak więc, napalony pastor zapowiedział, że przejdzie całkiem spore ujście rzeki wzdłuż 20-minutowej trasy promu, pomijając fakt, że nie potrafił pływać. Zapewne uznał, że ten fakt będzie idealnym potwierdzeniem swojej tezy.
Z braku cudownych mocy Davida Copperfielda, co dopiero Chrystusa, fanatyczny duchowny zgarnął jedynie częściową Nagrodę Darwina ze względu na końcową część jego przygody.
Pewien Portugalczyk powiedział nam "Kiedyś spotkałem starszego wieśniaka, który również starał się chodzić po wodzie. Włożył płetwy i... chodził po wodzie, owszem, ale do góry nogami. Z głową zanurzoną do połowy. Gdyby nie gapie, utonąłby".
Dobry kaktus to martwy kaktus!
(Luty 1982, Arizona) A i owszem... Cały feler polega na tym, że należy zadać sobie zasadnicze pytanie "Po jaką cholerę strzelać do kaktusów?!"
Na pustyni żywego ducha... I jak tu strzelać do kogokolwiek? To pytanie zostało nieco zmodyfikowane i zmienione w "I jak tu do CZEGOKOLWIEK strzelać?" Odpowiedź prosta - do kaktusów Saguaro!
W ten oto sposób powstało nowe hobby popularne wśród pustynnych snajperów tak bardzo, że Arizona ogłosiła ten "sport" zbrodnią, kosztującą sto tysięcy dolarów plus trzy lata w więzieniu. Budząca postrach grzywna i pozbawienie wolności nie zdołały zniechęcić takich strzelców jak dwudziestosiedmioletni David. Był jednym z tych, którzy postanowili pochwalić się swoją celnością, strzelając do takiego kaktusa w roku 1982.
Podobno z lufy szesnastocalowej strzelby, w kierunku kaktusa wysokiego na 27 stóp, wystrzeliły dwa naboje. Zanim kaktus zwalił się na strzelca, miażdżąc go pod sobą, David zdołał wypowiedzieć zaledwie początek słynnego okrzyku pośród strzelców "Trafiłem skurczybyka!", co brzmiało mniej więcej tak "Traf...!"
I cóż... nawet natura potrafi się zbuntować i zabić człowieka.
Powiał wschodni wiatr...
3 grudnia 1999, Dania - Bez bicia przyznaję się, że nie pamiętam, kiedy wynaleziono telewizor. Wiem jednak, ile ludzie są w stanie zrobić i poświęcić, żeby ich "okno na świat" funkcjonowało jak najdłużej.
Potężna śnieżyca nawiedziła Europę. Wiatr wiejący z prędkością 180km/h wywoływał silne fale obijające się o wybrzeże. Pewna kobieta nerwowo oglądała wiadomości w TV, nie chcąc przegapić najmniejszego szczegółu. W pewnym momencie obraz zaczął być niewyraźny, aż w końcu zaczął śnieżyć. Jak się okazało później, przyczyną tego była obluzowana i dyndająca antena znajdująca się na dachu budynku.
Wiedząc, że nie można przegapić ani fragmentu wiadomości, zdesperowana kobieta poszła na dach w nadziei, że uda jej się naprawić antenę. Desperacja raczej nie mogła znać granic, gdyż na ten czas nasza bohaterka jakby całkowicie zapomniała o szalejącej śnieżycy. Udało jej się wejść na dach, ale gorzej z samą naprawą... wiatr ją zdmuchnął i kawałek dalej znaleziono ją martwą. Na pocieszenie powinno jej wystarczyć, że była jednym z głównych tematów wydań wiadomości przez kilka następnych dni.
Niech się stanie światłość!
(26 lutego, Francja 2008) - Któż z nas nie zna tych słów? Mało ludzi... ale są tacy, którzy zdają się nawet nie wiedzieć o ich istnieniu... lekcja "Ku Przestrodze".
Charlie Keegan pokazał młodszym czytelnikom, że zabawa z prądem nie jest dobrym pomysłem. Co prawda nasz siedemdziesięciojednoletni emeryt też o tym wiedział, ale ta historia jest nieco inna... różni się niektórymi... elementami.
Jeśli ktokolwiek z was będzie się zabierał za oświetlanie szopy albo innych pomniejszych pomieszczeń, pamiętajcie o tym, co za chwilę wyczytacie.
Jak już wcześniej było napomknięte, nasz bohater postanowił oświetlić szopę mocą podkradaną z National Grid. Niestety, raczej nie miał możliwości, że jego wyczyn przyniesie zupełnie odwrotny efekt...
Była ciemna zimowa noc, kiedy starszy pan w sposób nielegalny otworzył większą skrzynkę znajdującą się przy węźle kolejowym naprzeciwko jego domu. Wyciągnął kabel głównego zasilania i powlókł w kierunku swej szopy. Co ciekawe, a raczej pechowe, nasz staruszek wybrał chyba najgorszą aurę z możliwych - lejący jak z cebra deszcz.
Skutek nazbyt przewidywalny, żeby to opisywać w szczegółach - podsmażony od środka, zmarł na miejscu zdarzenia.
Lekcje do nauczenia, drodzy czytelnicy :
1. Nie podłączać szopek do okolicznych stacji kolejowych
2. Nie podłączać szopek do okolicznych stacji... w deszcz!
Mój brat niedźwiedź
19 sierpnia 2007, Serbia - Wszyscy wiedzą, że alkohol niekorzystnie wpływa na osąd zdarzeń. Wszyscy wiedzą również, że dzikie mięsożerne zwierzęta nie mogą się zmieszać z ludźmi. Co się stanie, kiedy połączymy wszystkie trzy ? Pierwsze, co przychodzi na myśl mężczyzny, piwa i zwierząt, to śmiertelna mieszanka. Tak też było z pewnym 23-latkiem, który niepostrzeżenie i bez zgłoszenia dokarmiał Maszę i Miszę w belgradzkim zoo.
Dyrektor zoo na temat wypadku wypowiedział się tak :
"Tylko kretyn wskoczyłby do klatki niedźwiedzi"
Nagi, rozszarpany korpus mężczyzny został znaleziony w środowisku niedźwiedzi, nieopodal kilku puszek piwa. Jego ubrania były w stanie nienaruszonym, co mogłoby wskazywać na to, że facet wszedł do klatki golutki z własnej woli, chcąc napić się z niedźwiedziami Napoju Bogów. Najwidoczniej, misie były tak przerażone intencjami śmiałka, że się zgorszyły. Z tego więc powodu wydały własny wyrok sprawiedliwości.
Kiedy hodowcy próbowali odzyskać zwłoki mężczyzny, Masza i Misza zachowywały się "agresywnie". Niestety, musiały dać za wygraną i odpuścić smakowitą nagrodę, a my w dalszym ciągu czekamy na informacje, iloma piwami zostały przekupione.
Przedawkował viagrę i zmarł
Dzisiejsza historia może nie została (jeszcze) uznana jako kandydat do nagrody Darwina, jednak uznaliśmy, że warto o tym wspomnieć. Bohater tego zakładu bez problemu mógłby stanąć w szranki z innymi opisywanymi tutaj bohaterami.
28-letni Rosjanin zmarł na serce po zażyciu całego opakowania Viagry. Zanim jednak doszło do śmiertelnego zejścia mężczyzna prawdziwie cieszył się życiem.
Poszło podobno o zakład. Kilka kobiet postawiło niebagatelną kwotę 4300 dolarów, na to, że rosyjski mechanik - Sergiej Tuganow nie poradzi sobie w trwającym pół dnia maratonie, podczas którego cały czas miałby uprawiać seks. W takich sytuacjach dla większości mężczyzn ambicja staje się ważniejsza niż życie. Tak też się stało w przypadku Tuganowa, który za nic w świecie nie chciał stracić twarzy.
Aby podołać zadaniu, mechanik zaaplikował sobie całe opakowanie Viagry, która jest bezcenna w takich sytuacjach, a potem już pewny siebie przystąpił do realizacji zadania. Serwis AHN poinformował, że mężczyzna wygrał zakład. Niestety radość ze zwycięstwa nie trwała długo, bo w chwilę po tym, jak kamień spadł mu z serca - zatrzymało się i samo serce.
"Zadzwoniliśmy po pogotowie, ale było już za późno, nie dali już rady nic zrobić." - powiedziała Alina - jedna z kobiet, która wzięła udział w zakładzie. Sergiej Tuganow zmarł na atak serca.
Zaginione jądra
Październik 2007, Rosja - Większość włamywaczy działa pod osłoną nocy. Nasz bohater nawet nie myślał, żeby zabłysnąć oryginalnym pomysłem i włamać się w biały dzień. Nie myślał również, że ten skok będzie fatalny w skutkach...
Pewnej ciemnej nocki, Edward zakradł się do mieszkania 30-letniego kalekiego mężczyzny, który spał w czasie, gdy Edward zbierał błyskotki inwalidy. Włamywacz zbierał się do wyjścia, kiedy śpiący mężczyzna nagle się obudził.
"Nie mogłem uwierzyć własnym oczom! Ciemny kształt człowieka stał tuż obok mnie!" wspomina ofiara włamania. "Wrzasnąłem, kiedy rzucił się na mnie z pięściami! Nie miałem zbytniego wyboru... Uderzyłem go między nogi moją kulą, po czym zwiał przez okno. Dzięki Bogu mieszkam na parterze, więc się nie zabił, wyskakując. Z początku nie rozumiałem, co mu wypadło ze spodni, lecz kiedy przyjrzałem się bliżej, zorientowałem się, że to były jego jądra! Włożyłem je do zimnej wody i pognałem do telefonu".
Inwalida dzwonił na pogotowie kilkanaście razy. Jednak za każdym razem lekarze go rozłączali, bo nie mogli uwierzyć, że "skróciłem faceta o jego własne jaja!"
Pół godziny później, zakrwawionego włamywacza znalazł przypadkowy przechodzień, który wezwał pogotowie. "Nieprzytomny człowiek leży na chodniku" usłyszał lekarz dyżurny. "Kiedy lekarze wybudzili go, zaczął wrzeszczeć 'Oddawaj moje jaja, palancie!'"
Genitalia Edwarda były tak uszkodzone, że lekarze musieli w całości je amputować, żeby zapobiec rozwojowi gangreny. Będąc w szpitalu ciągle narzekał na swoją ofiarę, krzycząc "Nigdy mu nie wybaczę!!!" No cóż... kto by pomyślał, że za zwykłe włamanie można otrzymać karę gorszą od więzienia ?
Siła niczym tur
Faceci... jak nie świnie, to szowiniści, rasiści, żule i wszystko, co złe. Kiedy chcą pokazać, na co ich stać, zwykle spotykają się z negatywną reakcją... Ale takiego obrotu zdarzeń chyba nikt nie przewidział...
4 kwietnia 2007, Niemcy - Tuż przed północą 49-letni mężczyzna postanowił zaimponować żonie swą nieprawdopodobną siłą. Wspiął się na balkon na siódmym piętrze w ten sposób, że zwisał na zewnątrz parapetu i zaczął serię podciągnięć. Siedzący tryb życia odezwał się po kilku podciągnięciach, które bez wątpienia zrobiły ogromne wrażenie na żonie. W pewnym momencie z mięśni uleciała cała siła, w związku z czym facet nie mógł się podciągnąć z powrotem na balkon. Leciał siedem pięter w dół (osiem, wliczając parter) i nadział się na krzak kolczasty. Ałć! Sędziowie byli zgodni - popis w stylu "macho" zawinił wszystkiemu.
9 listopada 2007, Ohio - Niemiec nie pozostaje sam na arenie, na której można się popisać siłą. Rozbrzmiewająca na jedenastym piętrze muzyka dziewczyny osiemnastolatka zachęciła go do podobnego wyczynu. Zaczął się podciągać w ten sam sposób, co jego "współtowarzysz ćwiczeń" z Niemiec. Subtelna różnica w przykrym efekcie polega na tym, że młodzian w pewnym momencie puścił się barierki balkonowej. Zleciał jedenaście pięter w dół (dziesięć bez tego, z którego spadł), lądując twarzą na parkingu. Amerykański urzędnik sądowy okazał się bardziej litościwy niż jego niemieccy poprzednicy. Ta śmierć była przypadkowa.
Lekcja konserwacji strzelby dla opornych
4 grudnia 1996, Indiana - Kolejna opowieść z serii "Ku przestrodze", czyli czego nie należy robić ze strzelbą, żeby czuć się bezpiecznie używając jej.
"Mieszkaniec Jay County zmarł wskutek sprawdzania lufy strzelby za pomocą zapalniczki w poniedziałkowy wieczór, gdy ta wystrzeliła w jego twarz" - mówi szeryf.
Gregory - lat 19 - zmarł w wiejskim domku rodziców o 23:30. Dochodzeniowcy mówią, że Pryor czyścił strzelbę, która nie strzelała poprawnie. Użył zapalniczki, by zajrzeć w lufę, która wystrzeliła wskutek zapalenia prochu.
Wszyscy posiadający strzelby itp. bronie palne proszone są o nienaśladowanie bohatera tej opowieści z przyczyn wyżej wymienionych.
Ona odcięła mi jaja!
(jakiś zakątek świata), rok 1997 - coś dla fanów mocnych wrażeń i całkiem zawiłych historii (jak zwykle z zaskakującą puentą)
Alan Hall - lat 48 - 5 grudnia leżał nieprzytomny na trawniku przed drzwiami wejściowymi domu swojego brata. Osiem godzin później znaleziony został odcięty u podstawy członek Alana. Ratownicy medyczni czym prędzej zawieźli mężczyznę do kliniki w nadziei, że chirurdzy będą w stanie przyszyć z powrotem najcenniejsze męskie narzędzie. Niestety, lekarze nie podołali.
Według zeznań Halla, okaleczeniu była winna kobieta o imieniu Brenda, którą spotkał zeszłej nocy na stacji benzynowej : zaprosił ją do swego czterokołowca, pojechał z nią w pobliże domu brata, gdzie uprawiali seks. Około godziny 3 nad ranem kobieta wspomniała coś o zemście i odcięła facetowi członka nożem ostrym jak brzytwa, po czym się ulotniła. Szczegóły domniemanego ataku były dość niejasne, a policjanci zastanawiali się, dlaczego pokrzywdzony nie bronił się. Padło przypuszczenie, że Alan mógł zażywać narkotyki.
Rozpoczęto pogoń za Brendą. Z zeznań wynikało, że była 42-letnią kobietą o wzroście ok. 160cm, ważącą 50kg, ubraną w białą bluzkę, niebieską kamizelkę i spodnie. Prawdopodobnie prowadziła Forda F350.
W tak zwanym międzyczasie Alana wypisano ze szpitala, po czym wsiadł w samochód i zniknął. Detektywi chcieli przesłuchać go po raz drugi, ale ze względu na jego styl życia, nie było to możliwe.
W miarę trwającego dochodzenia, na jaw zaczęły wychodzić coraz to dziwniejsze fakty.
W roku 1972 Hall był aresztowany za posiadanie narkotyków i jazdę pod wpływem alkoholu. Dwanaście lat później Alan ponownie zagościł w więziennych progach, ale tym razem za wykorzystywanie seksualne swojej córki. Badania psychologiczne wykazały trwałą traumę Alana wskutek służby wojskowej w Wietnamie, co wywołało alkoholizm i chwilowe utraty przytomności. Była żona miała o nim całkiem dobre zdanie. Określiła go jako człowieka kochającego podróże w samochodzie służącym mu za dom.
W 1983 Alan został oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci 23-letniej kobiety - znaleziono ją uduszoną w samochodzie zaparkowanym nieopodal lokalnej restauracji 17 lutego. Hall przyznał się do morderstwa, mówiąc, że motywem zbrodni było szydzenie zamordowanej z niemożności osiągnięcia erekcji, gdy chciał uprawiać z nią seks. Argument został uznany za niedopuszczalny - wykrywacz kłamstw momentalnie dał znać o minięciu się z prawdą. Za propozycją prokuratora, Alana wysłano po raz kolejny za kratki na czas 3 lat.
Co się tyczyło Brendy, policja bardzo poważnie rozważała prawdziwość tezy mówiącej o odcięciu członka - władze myślały, że kobieta ma skuteczne alibi, które ją uniewinni. Nikt jednak nie przypuszczał, że prawda mogłaby okazać się aż tak szokująca...
Po długotrwałych poszukiwaniach, Hall w końcu przyznał się do wszystkiego - sam odciął sobie członka. Wykrywacz kłamstw nie miał tym razem nic do zarzucenia. "Teraz nie może być mowy o jakiejkolwiek zbrodni. Sprawę przemianowano na raport pokrzywdzonego" zdradził prasie porucznik policji. Halla czeka wyrok za składanie fałszywych zeznań.
Co najciekawsze, Hall pracuje jako monter rur kanalizacyjnych.
Prison break 2
3 listopada 1998 - No cóż... jedni, widząc jak się powiodło (albo i nie) innym, od razu myślą, że im też się uda. Zobaczcie, czy tym razem komuś się udało dać nogę z więzienia.
Cóż, najwidoczniej wieść o ubiegłorocznej śmierci więźnia nie dotarła do innego, który czekał na transfer do federalnego więzienia rok później. Związał on osiem prześcieradeł i zaczął ucieczkę z okna na wysokości siódmego piętra. Nie wiedział tylko, że przygotowana lina była o 6 metrów za krótka, co znalazło skutek w szybkim upadku. Co najciekawsze, miał więcej szczęścia od Hieronima - ledwie złamał sobie kark i poharatał twarz.
Z historii włamań...
Czerwiec 1997, Kanada - Ach ci włamywacze... specjalizują się w swojej profesji z dnia na dzień - bezszelestny włam, pozostawienie tylko jednego, ale bardzo słabo zauważalnego śladu obecności... ostatnio dochodzi nawet do samoistnego "usuwania się" z miejsca zbrodni. O jakie usuwanie chodzi? Sprawdźcie sami.
Włamywacz spadł z balkonu na dwunastym piętrze pewnego pięknego czerwcowego popołudnia. Mieszkańcy, na balkonie których zdarzył się cały incydent, są wstrząśnięci tym, co zaszło. Nie mniej, nie mogą powstrzymać się od śmiechu na myśl w jaki sposób domniemany złodziej dostał się na szczyt dużego budynku, który wchodzi w skład Royal View Apartments.
Dean Grabo - lat 23 - był tego dnia w domu z żoną. W pewnym momencie oboje usłyszeli dziwny hałas na balkonie. "Byliśmy nieźle zaskoczeni. Ale chyba nie aż tak, co włamywacz" mówi gospodarz. Najwidoczniej jego wrzask na tyle wystraszył włamywacza, że ten po prostu spadł, dając śmiertelnego nura, kończąc życie. Ciało 30letniego nieszczęśnika znaleziono dokładnie pod balkonem Grabo. Władze przybyłe na miejsce zdarzenia nie były w stanie zidentyfikować ciała włamywacza. Odpadło również podejrzenie zwykłych wygłupów. "To wszystko trochę dziwne. Wciąż nie możemy dojść do siebie - mówi Grabo - w końcu nie co dzień zdarza się coś takiego, w wyniku czego ktoś ginie".
Brian Lester, menedżer całego budynku, był również zmieszany zdarzeniem. "Pozwoliłem policji na dokładne przeszukanie mieszkania i ustalenia okoliczności wypadku. Wyszło na to, że drzwi balkonowe były zamknięte, więc nie można tego nazwać włamaniem. Jak niby ktoś mógłby to zrobić widząc, że drzwi są porządnie zamknięte? To dziwne, bo nawet policja nie mówiła zbyt wiele".
Kochajmy się!
Czy jesteście pewni, że seks jest zawsze zdrowy i bezpieczny ? Nie chcemy Was zrażać do seksu, jednak chcemy Was przestrzec przed wszelkimi środkami ostrożności pewną historią, która wydarzyła się 20 czerwca 2007 roku w Południowej Karolinie...
21-letni taksówkarz spostrzegł nagą parę z poważnymi obrażeniami ciała na godzinę przed wschodem Słońca. Dwójka ludzi zmarła w najbliższym szpitalu bez odzyskania przytomności. Władze były całkowicie bezradne - żadnych świadków, brak śladu jakichkolwiek ubrań i uszkodzonych samochodów czy motorów.
Detektywi znaleźli poszlakę na dachu pobliskiego wieżowca - dwa komplety starannie złożonych ubrań. Bezpieczny seks nabiera zupełnie nowego znaczenia, gdy się go uprawia na krawędzi dachu o kształcie piramidy.
"Wygląda na to, że przez przypadek spadli z tego dachu" powiedział sierżant Florence McCants.
Prawdziwy hat-trick w wydaniu Nagród Darwina : dwójka ludzi ZMARŁA podczas uprawiania SEKSU w wyniku zaskakująco kiepskiej DECYZJI.
Prison break!
Grudzień 1997, Pensylwania - Z okazji nadchodzącego Nowego Roku 2009 postanowiłem zamieścić na serwisie kilka (pseudo)wskazówek dotyczących ucieczki z więzienia.
Więzień Allegheny County z Pittsburga chciał uniknąć sprawiedliwości poprzez ucieczkę z celi. Hieronim skonstruował stumetrową linę związaną z prześcieradeł, przedarł się przez okno celi i powoli zaczął schodzić po prowizorycznej drabince ku wolności.
Nie wiadomo, czy plan brał pod uwagę ciekawość kierowców na ruchliwej ulicy i Moście Wolności poniżej. Wiadomo jednak, że plan nie obejmował ostrych odłamków szkła pozostałych w oknie, przetartych prześcieradeł, ani całkiem niemałej odległości do chodnika. Przywiązana lina była o 26 metrów za krótka, by dosięgnąć chodnika. Jednak nasz wyczynowiec nie dotarł nawet do końca liny - odłamki szyby, które zostały w oknie, przedarły prześcieradła i bohater historyjki spadł z wysokości 40 metrów. Zginął na miejscu.
Allah akh bar!
5 września 1999, Jeruzalem - Jakby się mogło wydawać, życie terrorysty pełne jest przygód i nieustająco rosnącej dawki adrenaliny. W pewnym sensie to prawda, ale kto by przypuszczał, że aż tak...
W większości krajów operacja zmiany czasu przebiega pomyślnie. Jednak tego roku ów zabieg wywołał niemałe zamieszanie pośród palestyńskich terrorystów.
Izrael, w celu ustalenia wspólnego czasu na modły przed wschodem Słońca, nalegał na wcześniejszą zmianę czasu z letniego na zimowy, co Palestyńczykom nie bardzo podpasowało. Nie chcieli żyć w "Syjońskiej strefie czasowej", co przyczyniło się do chaosu trwającego całe dwa tygodnie - nikt nie znał "właściwego" czasu.
O godzinie 17.30, dwa skoordynowane samochody-pułapki eksplodowały w różnych miastach, zabijając trzech terrorystów transportujących bomby. Na początku wierzono, że bomby zdetonowali sami amatorzy, ale prawda okazała się być zupełnie inna.
Bomby przygotowano w strefie kontrolowanej przez Palestynę. Czas eksplozji był ustawiony zgodnie z czasem letnim, ale wcześniej, pogubieni w zamieszaniu, kierowcy przestawili swoje zegarki na czas zimowy. W pośpiechu obaj zapomnieli się spytać, wedle czyjego zegarka ustawione były mechanizmy eksplozyjne, w wyniku czego nie zdołali nawet dotrzeć do celów swych podróży, kiedy obie bomby zaskoczyły ich nagłym wybuchem.
Przynajmniej obaj osiągnęli wspólny cel - goszczą na łonie Allaha.
Zawód: złodziej
8 marca 1999, Kenia - Emerytura? Bzdura! Zobaczcie, jak to niektórzy "fachowcy" sobie dorabiają mimo sędziwego wieku.
Nieco podstarzały już złodziej spokojnie siedział na niedzielnej mszy w Katedrze Wszystkich Świętych w Nairobi. W chwili, gdy ksiądz zbierający ofiarę na tacę przechodził obok niego, złodziej napełnił swoje kieszenie całą zawartością tacy, robiąc niemałe wrażenie na jego kumplach-żółtodziobach.
Zdając sobie sprawę, że został nakryty, wybiegł z kościoła. W pośpiechu nie zastanawiał się, gdzie biegnie dokładnie, więc padło na bardzo ruchliwą autostradę. Tak się złożyło, że przejeżdżający autobus potrącił go ze śmiertelnym skutkiem.
Powód śmierci? Działanie Boga. Lepiej nie wkurzać Władcy Wszechświata, chyba że koniecznie chce się wygrać Nagrodę Darwina.
Zabójczy dymek 2
13 sierpnia 1999, Manilla - Jeśli was nie przekonało wcześniejsze opowiadanie o podobnym tytule, przeczytajcie dzisiejsze. Po raz wtóry palący mają powód do precyzyjniejszego wybierania miejsc "dotleniania się".
Śmiertelny wybuch w Narodowym Biurze Dochodzeniowym (NBI - takie filipińskie FBI) był początkowo uważany za atak terrorystyczny. Jednak śledztwo w tej sprawie pokazało zupełnie inne źródło eksplozji - kilku palących fajki agentów NBI w pobliżu beczułek TNT. Pety zgasili na wcześniej wymienionych beczkach. Siła eksplozji zabiła siódemkę ludzi, w tym zwycięzcę nagrody Darwina, poważnie uszkadzając Dywizję Śledztw Szczególnych. Jakby tego było mało, granaty i inne ładunki wybuchowe również eksplodowały. Władze rozważają zwolnienie kierownika NBI za niedbalstwo związane z niezabezpieczeniem ładunków wybuchowych.
Nagroda Darwina wędruje jednak do człowieka, który przewidział wybuchową reakcję łańcuchową.
Czyżby zwierzęta były mądrzejsze od człowieka?
Nikozja, Cypr 1991 - Jakby tak sobie przypomnieć wcześniejsze historie łowców, którzy zmarli wskutek nieprzewidzianego strzału w ich stronę i dodać dzisiejszą, odpowiedź na postawione wyżej pytanie może zabrzmieć "tak". Zaskoczeni? Przypomnijcie sobie łowcę z rezerwatu i spróbujcie sami odpowiedzieć na to pytanie.
W podobnych okolicznościach zmarł pewien irański łowca niedaleko Teheranu. Tym razem mordercą okazał się wąż, który owinął się wokół strzelby Aliego - naszego łowcy. Inny myśliwy, który w tym czasie był na miejscu wypadku, mówi, że Ali chciał najwyraźniej złapać węża, przygważdżając go kolbą strzelby do ziemi. Wbrew oczekiwaniom obu łowców, wąż owinął się wokół kolby i pociągnął za spust, strzelając Aliemu w głowę.
Tylko mnie kochaj...
5 lipca 1999, Maine - Idealny przykład nietrwałości związków internetowych. Czytelnicy, strzeżcie się!
Historia miłosna prawie żywcem wyjęta z filmu. Początek znajomości, wspólne zainteresowania, długie rozmowy, wzbierające uczucia, aż w końcu złamane serce i... samobójstwo w wielkim stylu!
Jak już wcześniej zostało wspomniane, ta historia rzeczywiście opisuje pewien związek, tyle że internetowy. Był wielki wzlot, ale niestety nastąpił potężny upadek z finałem również wcześniej napomkniętym.
James, bo tak się nazywał bohater tej opowieści, rozpoczął przygodę swojego życia z niejaką Beth, użytkowniczką internetową szukającą sposobu na zabicie czasu. Trwało to jednak zbyt długo, by móc to dalej tak nazywać, bo cały rok. A to już jest całkiem pokaźny czas, który wręcz domaga się następnego stopnia znajomości, czyli spotkania twarzą w twarz. 23 czerwca James przemierzył samochodem drogę wzdłuż rzeki Missouri, aby spotkać się ze swym przeznaczeniem. Jak to bywa w większości internetowych związków, ten również miał przewidywalne zakończenie - James pojechał do domu Beth i chciał się z nią spotkać, by wyznać jej swe uczucie, po czym dostał kosza. Podążając za nastrojem Teksańskiej Masakry Piłą Mechaniczną, urażony James wyciągnął z bagażnika piłę i zaczął nią wymachiwać, grożąc, że jak się nie zobaczy z Beth, odetnie sobie głowę na jej ganku. Cóż. Dorosły syn Beth jakby dorzucił swoją cegiełkę do scenariusza miłosnego i odmówił Jamesowi wejścia do środka. A ten jak powiedział, tak zrobił.
Funkcjonariusze przybyli na miejsce zdarzenia mówili, że nie mogli znaleźć rany, bo tyle było krwi. Pomimo wysiłków sanitariuszy, Jamesa nie udało się uratować.
Debra, bliska znajoma zmarłego mówiła, że Beth wykorzystała i zraniła uczucia James'a. "Wydał tysiące dolców na rozmowy telefoniczne, komputer i wszystko inne, żeby móc z nią przez chwilę porozmawiać" - mówiła - "nawet pomagał jej spłacać rachunki". Chwilę przed feralnym samobójstwem otrzymała desperacki telefon o treści "Wybacz mi, proszę". Wybaczyła mu, po czym telefon się urwał. Chciała z miejsca poinformować władze o tym, co się stało, ale miała zbyt mało informacji, by móc cokolwiek zdziałać.
Według zebranych informacji, James planował samobójstwo pięć lat przed rozpoczęciem felernego romansu. Jak widać, historia lubi się powtarzać i w wyniku zaistniałej sytuacji,
postanowienie wróciło. Z tą różnicą, że tym razem doszło do skutku.
Siusiu...
2 sierpnia 1999, Waszyngton - Lepiej uważajcie, gdzie się załatwiacie!
Policja w Seattle złożyła następujący raport:
"W sobotę o godzinie 1:55 rano 19-latek oddawał mocz na brzegu autostrady, gdy w jednej chwili stracił równowagę i spadł 14 metrów w dół."
Przykre, prawda? |
| Ostatnio zmieniony przez darwi 13-06-2009, w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
 |
Doradca

..

Dołączył: 27 Lis 2006 Posty: 25
Poziom: 3
|
|
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum
|
Dodaj temat do Ulubionych Wersja do druku
|
|